4/28/2015

In The End.

Przyszła w końcu piękna wiosna. Chce się wstawać i żyć, a ja w końcu mam czas na różne rzeczy. Co prawda może powinnam się uczyć, szaleć i panikować bo MATURA, O NIE. Ale jednak jestem spokojna. Kilka dni przed samą maturą zostawię sobie na różne streszczenia, powtóreczki i inne takie. Bo jeśli robię to teraz to zapomnę, a tak będę miała je świeżo przypomniane. Jedyne co teraz robię to maturki z matematyki. I będzie co ma być, wierzę, że będzie dobrze. Ja już mam te wymarzone wakacje. Te najdłuższe, tak bardzo wyczekiwane wakacje. Mam wiele planów ale co się uda to wyjdzie już w trakcie. Byle tylko się nie zanudzić.



Jak mówiłam to miał powstać post z zakończenia roku. Nie wypaliły nam pierwsze plany więc też mój post musi być trochę zmieniony, dlatego nie będzie to jedynie o końcu edukacji ale o tym głównie. No więc 24 kwietnia 2015 zakończyłam swoją 12-letnią przygodę ze szkołami. I szczerze? Myślałam, że będzie dziwnie, ale ulga i radość jaką poczułam siedząc na sali i mając świadomość, że to koniec to było mega fajne uczucie. Przeżyłam dużo i dużo się nauczyłam jak pisałam już w poprzednim poście. I to wszystko mnie kształtowało. W końcu to było 12 lat dowiadywania się o nowych, często mało przydatnych rzeczach, poznawania nowych ludzi, walki z nauczycielami, łez bezsilności, radości z wielkich i małych osiągnięć. Dziesiątki koncertów, konkursów różnego rodzaju. Walki ze sobą, z opinią ludzi. Tworzenie siebie. W sumie to jest coś pięknego, ten okres szkoły. Z wierzchu to jest nauka, nowe umiejętności i wiedza. A tak naprawdę to wszystko jest ogromnym elementem kształtowania się własnego 'ja'. Tworzeniem osobowości i człowieka, bo mając 7 lat i zaczynając szkołę nie mamy pojęcia kim jesteśmy. A kończąc ją mamy 19/20 lat, wiele doświadczeń i wiemy już więcej o sobie i świecie. Jedni przeszli więcej, inni mniej ale wszyscy jesteśmy starsi i mamy więcej w głowach niż na początku. Choć nie raz tego nie widać, czego przykładem była moja klasa. Wszyscy dojrzali, dorośli ale jak przyszło co do czego to jak dzieci. Zero zorganizowania i czasem wyczucia. Ale za to poczuciem humoru nadrabialiśmy wszystko, nawet braki w nauce. I jesteśmy (bo my nigdy nie przestaniemy czuć się jednością) klasą, która z pewnością zostanie zapamiętana w szkole. Za wszystkie występy, przedstawienia, koncerty. Za wykańczanie nauczycieli i wszystkie problemy małe i większe. Ale będąc takimi byliśmy równocześnie szalenie mili i kochani dla wszystkich. I w krytycznym momencie umieliśmy się ogarnąć i wychodziło nam wszystko co planowaliśmy a inni byli zaskoczeni. To była cudowna ekipa i jestem pewna, że nie skończymy tych znajomości. Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy mega imprezowi i na tych imprezach będziemy się widywać. Do tego mam wiele wspólnego z nimi wszystkimi, więc wiem, że będziemy w kontakcie. A nasz ostatni dzień w szkole spędziliśmy wspólnie, dużo zabawy i przyjemnej atmosfery. Bo inaczej być nie mogło. I dziękuję wszystkim za te 3 lata, za wszystkie dobre i złe chwile, wycieczki, kłótnie, walki i nerwy. Bo bez tego nie zgralibyśmy się tak jak nam się udało. I nie byli byśmy klasą, której wszyscy nam zazdroszczą. Nasza 'klasa D' jest jedyna, wspaniała i nie do podrobienia i z wszystkiego co było jestem dumna i szczęśliwa.

Więc co do końca to chyba tyle, bo to koniec roku, chodzenia do szkoły ale jak mówiłam nie koniec klasowych znajomości. Zaczynamy nowy etap ale nie odcinamy się całkowicie od ludzi, którzy z nami byli. Byle do przodu a kolejny post pojawi się niedługo, jeśli nie znajdę czasu przed maturą to jakoś w połowie maja! Enjoy :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz