4/06/2014

Hello Spring.

Witam misie :)

No i miałam pisać regularnie a tu niestety nie wychodzi. No ale czasem potrzebne są przerwy, żeby było lepiej. Ważne, że już chcę wrócić na dobre. Skończę tylko wszystko co muszę, żeby żyć spokojnie i będę tutaj o wiele częściej. A przynajmniej taką mam nadzieję. Bo po to zaczęłam pisać od nowa, żeby dodawać nowe posty a nie po to, by powtórzyć to co było wcześniej.



Nie było mnie cały marzec, myślę, że to lepiej dla bloga. Nie napisałabym nic konkretnego, same zamulające i niepotrzebne posty. Ale cieszę się, że marzec się skończył, bo mam nadzieję, że skończył się też okres przejściowy. Zarówno w kwestii psychicznej, jak i w pogodzie. Bo życie na ciągłej sinusoidzie też jest męczące i kiedyś przychodzi moment kiedy chce się z tym skończyć. I tak jest teraz. Wiosna przyszła do nas i mam nadzieję, że już nie będzie zimy, bo wszyscy już się nią zmęczyli. Wiosna daje jakieś szczęście,  nadzieję i przynosi zmiany.

Przez marzec zmieniło się trochę rzeczy. Głównie to rzeczy, których nie widać od razu. Zawsze chciałam wstawać rano z myślą, że jest dobrze, że nic nie robię źle. Tak miałam w wakacje, które już chyba do końca życia będą w mojej pamięci i które zmieniły mnie tak pozytywnie, że aż sama się temu dziwię, bo przecież nic takiego szczególnego się nie działo. Może też przez to zaczęłam doceniać wiele rzeczy, zwłaszcza tych najmniejszych. Efekty tego można zauważyć teraz. Słońce za oknem, wiadomość, jeden znaczący uśmiech - to rzeczy, które potrafią uszczęśliwić i sprawiają, że nagle wszystko jest pozytywne i daje radość. To też działa niestety w drugą stronę, bo małe rzeczy też są w stanie zniszczyć humor, ale trzeba starać się na nic nie skupiać, bo wtedy całe pozytywne działanie nie ma sensu. Dlatego czasem te czynniki, które mają wpływ na nasze złe samopoczucie trzeba usunąć ze swojego życia, chociaż to nie zawsze jest proste.

Niektóre rzeczy, znajomości, przyzwyczajenia po jakimś czasie są męczące. Męczące do tego stopnia, że przychodzi chęć pozbycia się ich. Niby proste, ale tak niestety nie jest. Jestem osobą, która naprawdę szybko się przywiązuje. Jeśli z kimś przebywam, rozmawiam nie potrafię po prostu tego zakończyć. Tak samo kiedy robię coś przez dłuższy czas, to trudno mi zmienić to na coś innego. To samo dotyczy rzeczy, które robię lub których nie robię. Niektóre przyzwyczajenia są męczące, ale tak zakorzenione, że pozbycie się ich graniczy z cudem. Na przykład głupie nie jedzenie śniadań. Niby chce to zmienić, ale to, że nigdy tego nie robiłam i nie potrafię jeść rano jest silniejsze, dlatego mimo kilku prób do dzisiaj tego nie robię. Ale chcę to zmienić, dlatego walczę nadal. Walczę, bo wiem, że to ma zły wpływ na mój organizm czego przykładem są codzienne problemy z brzuchem. Walczę, bo wiem, że muszę to zmienić.

Podobnie może być kiedy mówimy o znajomościach, chociaż to jest już trudniejsze. Jak to jest już od dawna, ludzie przychodzą, odchodzą, na ich miejsce przychodzą nowi. To naturalne. Ale jednak potrafi być męczące i nie raz dosyć bolesne jakby na to nie patrzeć. Przeszłam coś takiego. Na przykład kiedy się przeprowadziłam. Musiałam zostawić wszystko co było, znajomych, miejsca, w gruncie rzeczy też część siebie. Zaczęłam mieszkać w miejscu, które było dla mnie obce i kojarzyło mi się tylko z rywalizacją. Wszystko było nowe. Z jednej strony to dobre, bo możemy od początku zbudować swój wizerunek, to kim jesteśmy i kim chcemy się stać. Poznajemy nowych ludzi, którzy prawdopodobnie nie wiedzą co się u nas działo kiedyś, jacy byliśmy. Wszystko wydaje się takie proste i kolorowe, wizja tego, że spotkamy już ludzi, którzy będą z nami, nie będą nas niszczyli, po prostu będą ludźmi innymi niż ci, o których chcemy zapomnieć. Ale niestety czasem tak nie jest. Część ludzi, którzy mnie otaczają to osoby nie do końca szczere i prawdziwe. Wydaje się, że doskonale się dogadujemy, rozmawiamy o wielu rzeczach ale z czasem widać, że jest się zupełnie innymi ludźmi, ma się inne zdanie i nie można tego pogodzić. Wychodzi to, że kiedy ma się jakąś sprawę to nie można liczyć na ich pomoc, że robią oni coś tylko wtedy kiedy mają  tego jakiś zysk.

Inną sprawą co do szeroko pojmowanej fałszywości to sztuczne bycie miłym, przyjaźń ze wszystkimi dookoła, pokazywanie jak bardzo jest się popularnym i zajebistym. Chęć zaimponowania innym, bycia w centrum za wszelką cenę. Do tego wszystkiego dochodzi zaufanie, które tak na prawdę nie może istnieć. Bo jak ufać komuś kto mówi wszystkim o rzeczach, które ktoś powiedział mu, ufając, że zostanie to między nimi i nie ma wyczucia? Takie coś nie ma szans być dobre i przynieść pozytywnych skutków. Dlatego chociaż to trudne to często trzeba ograniczyć kontakty. Często niestety decydujemy się na to już po fakcie, kiedy zostaliśmy wykorzystani w pewien sposób, ale lepiej późno niż wcale. Bo kiedy to zauważymy, nie popełnimy błędu po raz kolejny. A przynajmniej taką mam nadzieje.

Zaraz ktoś powie, że mówię o samych 'złych' ludziach. A dookoła siebie mam też masę tych, którzy znaczą dużo dla mnie. Odkąd jestem tutaj poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy mnie zmienili niesamowicie za co im dziękuję i są ze mną do teraz. Ludzi, których po prostu nie potrafię okłamywać, bo tyle zrobili nawet o tym nie wiedząc. To osoby, z którymi chciałabym spędzać wolny czas, które wiedzą o mnie niesamowicie dużo i rozmawiając z nimi jestem pewna, że wszystko jest szczere i kiedy jest dla nas ważne to zostanie między nami. To właśnie ci, z którymi chce się dzielić zarówno tym co daje mi radość ja i każdym smutkiem, bo wiem, że mi pomogą. Może nie jakoś konkretnie, ale wysłuchają i powiedzą co o tym myślą a to już dla mnie dużo. Mając takich ludzi obok wszystko zaczyna mieć sens, bo człowiek wie, że nie jest sam. Wie, że ma z kim porozmawiać, do kogo zwrócić się z dosłownie wszystkim. Dzięki temu wszystkiemu co się działo, dzięki może temu, że coś sprawiło, że poznałam wielu ludzi którzy coś mi dali znalazłam chyba w końcu kogoś, kogo mogę nazwać prawdziwym przyjacielem, za co bardzo dziękuję i mam nadzieję, że to się w najbliższym czasie nie zmieni, bo dla mnie to co jest jest strasznie ważne i nie chce tego jebać w żaden możliwy sposób.

No i ostatnia rzecz co do zmian to ogólnie pojmowana mentalność. Od jakiegoś czasu wszystko opierało się u mnie na wracaniu do przeszłości, rozmyślaniu co ja zrobiłam źle, co mogę zrobić, żeby teraz było lepiej. Ale to nie ma sensu. To co było nie wróci. Pewnych rzeczy nie można zmienić, bo nie mamy na to wpływu najnormalniej na świecie. Dlatego też mówię koniec. Od dzisiaj a właściwie to od 1 kwietnia walczę o siebie. O swoje zdrowie, szczęście i robię wszystko tak jak sama sobie ustalę. Mamy jedno życie i nikt nie przeżyje go za nas. Po drodze spotykają nas różne rzeczy, czasem upadamy ale po to aby powstać silniejszymi. I musimy pokazać przede wszystkim sobie, że tak właśnie jest. I mam nadzieję, że to właśnie uda mi się osiągnąć w najbliższym czasie.

Chciałam napisać dobry post. Wyszło jak zawsze, zmiana zamierzonego tematu o 180 stopni, co nie znaczy, że to co napisałam nie jest przemyślane. Widocznie miałam napisać to już teraz i mimo wszystko jestem zadowolona z tego. W końcu miałam pokazywać kim jestem. Mam nadzieję, że szybko pojawi się kolejny post i nie będzie on bezsensowny i nieprzemyślany :)



4 komentarze:

  1. Anonimowy20:48

    ładnie piszesz, ale dodaj s=coś o swoim życiu, bo mało o Tobie wiemy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy21:54

    Spróbuj skupić się na jednej sprawie i ją rozwiń, może to wyjdzie jeszcze lepiej? ;-) Aczkolwiek i tak podoba mi się, powodzenia! :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy22:29

    doceniam autora! <3 #doceniony_autor

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy22:36

    Mądrze piszesz... Nie poddawaj sie! Trzymamy za Ciebie kciuki i wierzymy, że Ci się uda dotrzeć do zamierzonych celów.

    OdpowiedzUsuń