2/27/2014

Good Or Bad.

Witam wszystkich :)

Piszę kolejnego posta. Myślałam długo nad tym co w nim napisać. Mam trochę pomysłów, ale nie mam ani dnia, ani humoru by pisać o niektórych sprawach. W sumie chcę napisać coś tutaj, ale jak już mam się za to zabrać mam w głowie pustkę, która po chwili przeradza się w natłok myśli i zaczynam czuć coś dziwnego. I myślę, że ten post będzie takim małym wstępem do mnie, tego jaka jestem i jak będzie wyglądało to co staram się tworzyć.



Jak mówiłam na początku, tworząc bloga, myśląc o tym co tu zamieścić i jak go prowadzić czuję coś dziwnego. Uczucie kiedy moje myśli, emocje i uczucia przypominają jedną wielką sinusoidę. Chcę napisać coś pozytywnego, ale nie potrafię bo nie czuj się na siłach by pisać o takiej radości. Potrafię cieszyć się z wszystkiego co zobaczę, przeczytam a po 5 minutach mam łzy w oczach z niewiadomego powodu. Tak, część powie, że humory i huśtawki nastroju jak u każdej laski. Okej, rozumiem, możecie tak myśleć. Ale to dla mnie jest strasznie intrygujące. Jak w tak krótkim czasie, bez jakiegoś szczególnego powodu wszystko może się diametralnie zmienić? Zaczęłam się nad tym zastanawiać dzisiaj, bo kończy się dzień, kiedy właśnie czułam coś takiego. Rano jakaś obojętność, nic szczególnego. Na początku w szkole wkurwienie, brak chęci do czegokolwiek dzięki temu, że nigdy nie wiemy jak mamy postępować z pewnymi sprawami w szkole a później dostajemy za to opierdol. Trochę patologia ale musimy to przeżyć. Później z każdą kolejną chwilą było coraz lepiej. Słońce świeciło za oknami, lekcje mijały i od razu było przyjemniej. Po lekcjach jeszcze milej, bo turniejowo. Piłka jednak jest dla mnie pewnego rodzaju uspokojeniem, bo kiedy patrzę na to jak grają inni to czuje się o wiele lepiej. Tak było też dzisiaj i na dodatek skończyło się bez niespodzianki, przynajmniej dla mnie. Wierzyłam i stało się jak się miało stać. Prawdziwa radość kiedy widzi się szczęście i uśmiech innych. Pięknie było misie do samego końca, zasłużone wszystko i dziękuję za docenienie mojej bardzo ciężkiej pracy, pozdrawiam serdecznie. :)

I niby wszystko wydaje się pięknie ładnie, bo było coraz lepiej. Ale wystarczyło wejść do mieszkania i zacząć rozmawiać z innymi. Lubię słuchać o tym co się dzieje u innych, wiedzieć, że mi ufają i pomagać kiedy mają problem. Ale czasem wychodzą sprawy, które w jakiś sposób dotyczą mnie. I idąc tym tropem, ktoś opisuje mi swoją historię i chce, żebym pomogła bo nie wie co robić. A ja czytając to zaczynam uświadamiać sobie, że albo nie mam pojęcia co ktoś ma zrobić bo nie miałam styczności nawet z takim problemem i nie potrafię powiedzieć co zrobiłabym na jej miejscu, albo wraca przeszłość. I to właśnie z tą drugą opcją mam większy problem. I możecie myśleć, że to chore, że nie wiadomo co się stało wcześniej, że tak wymyślam i na pewno wyolbrzymiam. Ale niestety, większość rzeczy które wydarzyły się przed wakacjami 2012 roku jest dla mnie zamkniętym etapem, do którego nie chcę wracać, bo po prostu mnie to boli. I w momentach kiedy mam pomagać komuś w sprawie jaką przeżyłam to owszem, zrobię co mogę, ale to odbije się na moim zachowaniu w danym momencie a już na pewno na tym co czuję. I tak z radości przechodzimy do łez i to nie tych szczęścia. I nawet jeśli chce się z tym walczyć, czasem to silniejsze od nas i po prostu zaczynamy płakać. I czasem to pomaga a czasem wywołuje jeszcze więcej myśli i smutku. W takich chwilach albo rozmawiam z kimś, kto potrafi rozmawiać kiedy jest źle, albo szukam czegoś co odwróci moją uwagę. Czasem wygrywa sprzątanie pokoju, czasem oglądanie meczu a innym razem jedzenie. Wszystko zależy od wielu czynników. Lecz najważniejsze jest to, że zwykle pomaga. I tak było tym razem. Dziękuję Napoli, LE jest do wygrania.

Tak właśnie docieramy do miejsca w którym jestem obecnie. Nie jest to jakiś szczyt radości, nie ma też smutku. Co prawda pisząc tego posta przeżyłam sobie cały dzień emocjonalnie od początku, ale to też jest dobre, bo teraz śmieję się sama do siebie z tego co się działo i jak łatwo zmienia się to co czuję. I powiem Wam, że to pomaga. Wyrzucenie z siebie chociaż części tego syfu, jaki potrafi siedzieć w człowieku. I po to też jest ten blog. Chcę się dzielić i tym co dobre, ale też tym co mnie dręczy, bo wiem, że nie zawsze inni mają czas, i że po jakimś czasie opowiadanie o tym jak jest źle i smutno staje się męczące. Dlatego miło byłoby gdyby ktoś to czytał a kiedy to robi to w jakiś sposób komentował, bo też piszę tu, żeby wyciągnąć jakieś wnioski a z Waszą pomocą może być tylko łatwiej. A jeśli nikt nie będzie tego czytał to trudno, potrzebuję tego i będę pisać nawet jeśli piszę dla siebie. :)


https://www.facebook.com/pages/aidanikaa/192401707548329

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz